Patrzałem jak znika w łazience i westchnąłem ciężko, powoli opuszczając koszulkę. Usiadłem na krześle biorąc łyka kawy, zamknąłem oczy i przejechałem dłońmi po twarzy. Słysząc dzwonek telefonu przeklnąłem pod nosem i niechętnie odebrałem.
- Gdzie jesteś? - usłyszałem męski i zdecydowany głos, już go znałem.
- Nie mogę przyjechać. - powiedziałem tylko nie zbyt głośno.
- Serio muszę ci przypominać, że nie ma takich słów w naszym słowniku? - wydarł się, że musiałem odsunąć telefon od ucha aby nie ogłuchnąć.
- Nie mogę się ruszać po wczoraj. - dodałem.
W odpowiedzi tylko się rozłączyli, mam nadzieję, że odpuszczą... najwyżej niech zadzwonią później, wieczorem gdy już będę sam i nie będę nikomu musiał tłumaczyć. Poza tym... jestem pewien że Taiga i tak by mi nie pozwoliła się stąd ruszyć. Wróciła, usiadła na krzesełku. Przysunąłem ją z nim naprzeciwko siebie z trudem po czym ująłem jej dłoń swoją.
- Co chciałaś powiedzieć? - spytałem spokojnie głaszcząc ją jednocześnie palcem po dłoni.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz