- Chyba nie mam się czego wstydzić... - uśmiechnąłem się lekko.
- No to gramy. - pokazała mi koniuszek języka.
Wstałem z kanapy i podszedłem do szuflady, z której wyciągnąłem karty oraz lampkę na baterie, na szczęście działała i dawała sporo światła, dzięki czemu nie musieliśmy domyślać się co jest na karcie. Niestety a dla niej stety to pierwszy ja musiałem ściągnąć koszulkę i później skarpetki, ale zaraz po tym wczułem się w grę i to ona też musiała zacząć sie powoli rozbierać.
Tai?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz