- Alan - Mruknęłam jeszcze bardziej się do niego przysuwając - Masz piorunochron prawda? - Spojrzałam na niego. Widziałam, że powstrzymuje się ze wszystkich sił, żeby zaraz nie wybuchnąć śmiechem.
- Mam, nie musisz się niczego bać - Pogłaskał mnie po ramieniu. W pewnym momencie grzmot był tak silny, że z pewnością gdzieś w pobliżu musiał uderzyć piorun. Dodatkowo wszystko w jednym momencie zgasło. Pisnęłam cicho, kurczowo łapiąc się za koszulkę chłopaka. Wydał z siebie stłumiony jęk, dlatego od razu rozluźniłam swój uścisk.
- Przepraszam, zapomniałam, że jesteś ranny - Oboje rozejrzeliśmy się po całym mieszkaniu.
- No to świetnie, nie mamy prądu - Wyjął z kieszeni telefon wykręcając jakiś numer. Po rozmowie zorientowałam się, że dzwoni do pobliskiej elektrowni, aby dowiedzieć się co się stało. - Najwcześniej jutro w południe będzie prąd, jakaś linia została uszkodzona - Westchnął.
- Może zapalimy chociaż świeczki? - Złapałam go za rękę. Cóż za ironia, obydwa nasze lęki połączyły siłę.
- To będzie dobry pomysł. Sprawdzisz szafkę na dolę? Ja pójdę po jakieś zapałki i zobaczę czy coś mam na górze.
Świecąc telefonem zaczęłam zaglądać do małych szafek, gdzie głównie znajdywałam jakieś zabawki, ulotki, nitki, pomiędzy tym wszystkich znalazłam też dwie mniejsze świeczki i jedną większą. Cóż, nie było to za wiele, ale lepsze to niż nic. Również i Alan odnalazł kilka świeczek, dzięki czemu mieliśmy jakieś źródło światła.
- To... Co teraz robimy? - Przygryzłam dolną wargę patrząc na niego. Ciemność, świeczki i my dwoje, zaczynała się robić bardzo ciekawa atmosfera.
Alan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz