Po podwieczorku jak zawsze poszliśmy na spacer, weszliśmy przy okazji do sklepu po coś dobrego. Szliśmy powoli do domu jedząc małe kolorowe czekoladki. Niespodziewanie z nieba zleciały na nas wielkie krople wody, nawet nie wiem kiedy nad nami pojawiły się ciemne chmury. Złapałam go na ręce, aby szybciej dobiec do domu. Weszliśmy prawie cali mokrzy.
- Trzeba się przebrać - Spojrzałam na niego i na siebie - Ściągniemy buty, bluzy i od razu do łazienki dobrze?
- A ty mas ubranka? - Przechylił głowę gdy ściągał swoje buty, które ułożyłam pod kaloryferem.
- Nie, ale jakoś sobie poradzę - Zapewniłam z uśmiechem.
- Weź od tatusia, ja przynose! - Biegiem poleciał na górę.
- Poczekaj! - Powiesiłam swoją bluzę i pobiegłam za nim - Stał już w łazience z dużą koszulką w łapkach. Szybki jest. - Dobrze, niech będzie - Zgodziłam się nieco rozbawiona. Nasze ubrania suszyły się a my zeszliśmy na dól. Sama nie wiem kiedy zapadłam w sen. Obudziły mnie niewielkie ruchy w moich ramionach. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam chłopca, który chciał wyjść spod koca.
- Chyba zaspaliśmy - Uśmiechnęłam się do niego. - Chodź zobaczymy czy rzeczy są suche.
- Ale tata juz jest - Wskazał palcem na mężczyznę, który wyszedł właśnie z kuchni
- Pewnie jesteście głodni - Uśmiechnął się do nas - Czy to nie moje? - Podniósł jedną brew patrząc na mnie.
- Bardzo przepraszam. W drodze do domu spotkał nas deszcz a mały stwierdził, że jak on się przebiera to ja też no i usnęliśmy - Wstałam, aby również wyprostować nogi. - Nie sądziłam, że będziemy mieć taką długą drzemkę, pójdę się przebrać i uciekam - Posłałam w jego stronę uśmiech.
Alan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz