Zaczęłam pakować swoje ubrania, na wszelki wypadek wzięłam nieco więcej bielizny i koszulek, skoro Floriana nie ma w domu, a on jest w takim stanie to może przyda mu się pomoc nie tylko dzisiaj czy jutro. Podlałam jeszcze wszystkie roślinki, które stały na parapecie, a gdy zadzwonił telefon, wyszłam na zewnątrz. Włożyłam swoją torbę do bagażnika, siadając od razu na miejscu pasażera. Pomimo iż była wiosna, dzisiejsza pogoda była bardzo ponura i od samego rana zbierało się na większą burzę.
- Cieszę się, w końcu trochę odpoczniesz. Może pójdziesz do lekarza? - Zapytałam z wyczuwalną troską w głosie.
- Myślę, że to nie będzie konieczne, dalej boli, ale jest już lepiej niż wczoraj - Posłał w moją stronę miły uśmiech - Może masz ochotę gdzieś wyjść? - Podniósł jedną brew.
- Jesteś cały w siniakach, a poza tym zaraz będzie padać lepiej będzie jak posiedzimy w domu - Włożyłam kosmyk włosów za ucho.
- Prawda, słyszałem, że ma być dzisiaj porządna burza - Zatrzymał się na światłach, a ja wręcz zadrżałam co najwidoczniej zauważył - Boisz się?
- Trochę... Znaczy się... Zawsze mam obawę, że oberwę piorunem, dlatego strasznie nie lubię grzmotów - Przyznałam delikatnie zażenowana - Wiem, wiem powinnam się wyzbyć tego strachu już w podstawówce, ale jakoś nigdy nie umiałam.
Alan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz